Hosting to nie miejsce na dysku. To przekonanie kosztuje polskie firmy więcej niż jakikolwiek inny mit techniczny — bo prowadzi do wyboru pakietu po liczbie gigabajtów, czyli po parametrze, który dla zwykłej strony firmowej nie ma praktycznie żadnego znaczenia.
Typowa strona wizytówkowa zajmuje kilkaset megabajtów razem ze zdjęciami. Pakiet oferujący 50 GB i pakiet oferujący 200 GB rozwiązują ten sam nieistniejący problem. O tym, czy strona działa szybko i czy przetrwa dzień z większym ruchem, decydują zupełnie inne rzeczy.
Poniżej cztery typy hostingu, konkretne progi ruchu, przy których warto się przesiadać, oraz lista pytań, które warto zadać dostawcy, zanim zapłacisz za trzy lata z góry.
Strona na WordPressie przy każdym wejściu wykonuje pracę: uruchamia kod PHP, odpytuje bazę danych, składa stronę i dopiero wtedy ją wysyła. Miejsce na dysku jest potrzebne, żeby to wszystko przechowywać, ale samo w sobie niczego nie przyspiesza.
Realnie płacisz za trzy rzeczy:
Ostatni punkt jest najważniejszy przy najtańszych pakietach i jednocześnie najtrudniejszy do sprawdzenia przed zakupem.
| Typ | Jak działa | Kto się tym zajmuje | Orientacyjny koszt |
|---|---|---|---|
| Współdzielony | wiele stron na jednym serwerze, zasoby dzielone | dostawca — serwer; Ty — WordPress | od kilkudziesięciu do kilkuset zł rocznie |
| Zarządzany WordPress | serwer przygotowany pod jeden system, z cache i kopiami | dostawca — serwer, cache, kopie, często aktualizacje | zwykle kilkadziesiąt zł miesięcznie |
| VPS | wydzielona część serwera z gwarantowanymi zasobami | Ty albo Twój wykonawca, chyba że kupisz wersję zarządzaną | od kilkudziesięciu zł miesięcznie w górę |
| Chmura | zasoby skalowane w zależności od obciążenia | Ty lub dostawca, zależnie od modelu | rozliczenie za zużycie, trudniej przewidywalne |
Kolumna „kto się tym zajmuje” jest w praktyce ważniejsza od ceny. Tani VPS bez osoby, która nim zarządza, jest droższy od najdroższego hostingu współdzielonego — tylko rachunek przychodzi w innej formie.
Wystarcza w większości przypadków, o których mówi ten tekst. Strona firmowa z kilkunastoma podstronami, blogiem i formularzem kontaktowym, odwiedzana przez kilka tysięcy osób miesięcznie, nie potrzebuje niczego więcej.
Przyjmuje się, że hosting współdzielony spokojnie obsługuje WordPressa do mniej więcej dziesięciu–dwudziestu tysięcy wizyt miesięcznie. Powyżej tego progu zaczyna się robić ciasno, ale to nadal dużo więcej, niż ma większość stron małych firm.
Na co uważać w tej kategorii:
To hosting przygotowany pod jeden system i zwykle najlepszy stosunek wysiłku do efektu dla firmy, która nie ma własnego administratora.
W cenie zwykle są: skonfigurowane buforowanie, automatyczne kopie zapasowe z możliwością przywrócenia jednym kliknięciem, środowisko testowe do sprawdzania aktualizacji przed wdrożeniem ich na żywo, a często także sama aktualizacja WordPressa i wtyczek.
Dopłacasz więc nie za sprzęt, tylko za to, żeby nie musieć o tym myśleć. Dla firmy, w której nikt nie zagląda do panelu WordPressa między jednym a drugim wpisem na blogu, to zwykle najlepiej wydane pieniądze na tej liście — bo alternatywą jest nieaktualizowana strona, czyli kwestia czasu do pierwszego problemu.
VPS daje gwarantowane zasoby, których nikt Ci nie zabierze, i pełną kontrolę nad konfiguracją. Za to wymaga kogoś, kto tę konfigurację utrzyma.
Przyjmuje się, że sens pojawia się powyżej mniej więcej trzydziestu–pięćdziesięciu tysięcy wizyt miesięcznie, albo wcześniej — gdy strona robi coś nietypowego: przetwarza pliki, obsługuje integracje z systemem magazynowym, wysyła duże ilości wiadomości.
Pułapka jest prosta i powtarzalna: firma kupuje VPS, bo „będzie szybciej”, nikt go nie konfiguruje, a strona działa wolniej niż na hostingu współdzielonym za jedną trzecią ceny. Jeżeli nie masz wykonawcy, który weźmie serwer na siebie, wybierz wersję zarządzaną albo zostań przy współdzielonym.
Chmura rozwiązuje jeden konkretny problem: nieregularny, skokowy ruch. Sklep, który przez jedenaście miesięcy ma spokój, a w listopadzie dostaje dziesięciokrotność normy, płaci wtedy za to, czego faktycznie użył.
Dla strony firmowej z przewidywalnym ruchem to rozwiązanie zwykle bez przewagi, za to z mniej przewidywalnym rachunkiem. Rozliczenie za zużycie działa w obie strony.
| Twoja sytuacja | Rozsądny wybór |
|---|---|
| Strona wizytówkowa, do kilku tysięcy wizyt miesięcznie | hosting współdzielony |
| Strona firmowa z blogiem, do ok. 20 tys. wizyt | współdzielony lub zarządzany WordPress |
| Sklep internetowy na starcie | zarządzany WordPress |
| Powyżej 30–50 tys. wizyt lub nietypowe funkcje | VPS, najlepiej zarządzany |
| Ruch bardzo nieregularny, sezonowe skoki | chmura |
| Nie masz nikogo od strony technicznej | cokolwiek zarządzanego, nigdy goły VPS |
Zamiast porównywać gigabajty, sprawdź te cztery rzeczy:
Warto też sprawdzić, czy dostawca daje sieć dostarczania treści w pakiecie. Dla strony firmowej obsługującej wyłącznie polskich klientów nie jest to konieczne, ale przy zdjęciach produktowych i odbiorcach poza krajem potrafi skrócić ładowanie bardziej niż zmiana pakietu na droższy.
Wyślij je zwykłym mailem przed opłaceniem. Czas i sposób odpowiedzi powie Ci o tej firmie tyle samo, co treść.
Ma, z dwóch powodów. Pierwszy jest techniczny: im bliżej odbiorcy, tym krótszy czas odpowiedzi. Jeżeli klienci są w Polsce, serwer w Polsce albo w regionie jest sensownym domyślnym wyborem.
Drugi jest formalny. Skoro na stronie zbierasz dane osobowe — choćby przez formularz kontaktowy — dostawca hostingu przetwarza je w Twoim imieniu. Potrzebujesz od niego odpowiedniej umowy, a informację o tym, komu powierzasz dane, powinna zawierać polityka prywatności. Przy dostawcach spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego dochodzą dodatkowe wymogi.
Podział odpowiedzialności bywa źródłem nieporozumień dopiero wtedy, gdy coś się stanie — a wtedy jest już za późno na czytanie regulaminu.
Dostawca odpowiada za serwer: system operacyjny, aktualizacje oprogramowania serwerowego, izolację kont między klientami, ochronę przed atakami sieciowymi. Część firm hostingowych dokłada filtrowanie ruchu i skanowanie plików w poszukiwaniu złośliwego kodu.
Za wszystko powyżej systemu odpowiadasz Ty: aktualny WordPress, aktualne wtyczki, mocne hasła, brak kont administratorów po byłych współpracownikach. Żaden hosting nie ochroni strony przed wtyczką, której nikt nie aktualizował od trzech lat — a to najczęstsza droga włamania na WordPressa.
Praktyczny wniosek przy wyborze: sprawdź, czy dostawca skanuje pliki i czy powiadamia, gdy coś znajdzie. Powiadomienie w porę bywa warte więcej niż połowa funkcji wymienionych w tabeli porównawczej.
Domyślnie hosting daje skrzynki w Twojej domenie i dla małej firmy zwykle to wystarcza. Warto jednak wiedzieć, kiedy przestaje.
Poczta na zwykłym hostingu współdzielonym bywa zawodna przy większych wysyłkach i przy dostarczalności do dużych dostawców. Jeśli wysyłasz oferty, powiadomienia z formularzy albo newsletter, rozważ rozdzielenie: strona na hostingu, poczta u wyspecjalizowanego dostawcy.
Niezależnie od wyboru, uwierzytelnienie domeny — wpisy SPF, DKIM i DMARC — konfiguruje się raz i przesądza o tym, czy wiadomości trafiają do skrzynki, czy do spamu. Rozpisaliśmy to przy okazji tekstu o tym, czy newsletter dla małej firmy ma sens; te same wpisy działają także na zwykłą korespondencję z formularza kontaktowego.
Panel administracyjny hostingu wygląda na szczegół, a decyduje o tym, czy poradzisz sobie sam z drobiazgami.
Rozwiązania standardowe mają tę zaletę, że każdy wykonawca je zna, a instrukcji w sieci są tysiące. Panele autorskie bywają wygodniejsze, ale przy zmianie wykonawcy trzeba uczyć się ich od nowa.
Ważniejsze od samego panelu jest jednak co innego: czy konto hostingowe jest zarejestrowane na Twoją firmę i czy masz do niego dostęp. Konto założone przez wykonawcę na jego własne dane oznacza, że formalnie nie jesteś właścicielem miejsca, w którym stoi Twoja strona. Sprawdź to dziś, a nie w dniu, w którym trzeba będzie coś pilnie zmienić.
Nie trzeba wierzyć deklaracjom z tabeli. Da się to sprawdzić w kilka godzin, zanim cokolwiek przeniesiesz.
Jeżeli którykolwiek z tych czterech kroków okaże się trudny na etapie testu, po migracji łatwiejszy nie będzie.
Każdy hosting kiedyś ma przestój. Różnica polega na tym, czy masz wtedy co robić, czy tylko czekać.
Minimum, które warto mieć: kopia zapasowa przechowywana poza serwerem hostingowym, zapisane dane dostępowe do domeny — bo domena i hosting to dwie różne usługi, często u dwóch różnych firm — oraz wiedza o tym, ile trwa przywrócenie kopii.
Kopia leżąca wyłącznie na tym samym serwerze co strona chroni przed Twoim błędem, ale nie przed awarią po stronie dostawcy. Trzymanie jej dodatkowo w chmurze albo lokalnie nie kosztuje nic, a różnicę widać dokładnie raz: wtedy, gdy jest potrzebna.
Pytanie wraca regularnie i zasługuje na odpowiedź bardziej precyzyjną niż zwykłe „tak”.
Hosting nie jest czynnikiem rankingowym sam w sobie. Wyszukiwarka nie sprawdza, u kogo stoi Twoja strona, i nie premiuje żadnego dostawcy. Wpływa natomiast na trzy rzeczy, które już mają znaczenie.
Czas odpowiedzi serwera. To pierwsza chwila ładowania strony, zanim przeglądarka w ogóle zacznie cokolwiek rysować. Słaby serwer opóźnia wszystko, co dzieje się potem, a szybkość ładowania jest sygnałem branym pod uwagę — szczególnie na urządzeniach mobilnych.
Dostępność. Strona, która regularnie nie odpowiada w momencie, gdy odwiedza ją robot indeksujący, jest odwiedzana rzadziej. Pojedynczy przestój niczego nie psuje; regularne przestoje owszem.
Lokalizacja serwera. Ma znaczenie umiarkowane i głównie przez czas odpowiedzi. Dla firmy obsługującej klientów w Polsce serwer w kraju albo w regionie jest sensownym wyborem, ale przeniesienie strony z Niemiec do Polski samo w sobie nie podniesie pozycji.
Z tego wynika wniosek, który bywa niewygodny dla sprzedających hosting: zmiana dostawcy rzadko jest działaniem SEO. Jest działaniem porządkowym, które zdejmuje przeszkodę. Jeżeli strona nie jest widoczna w wyszukiwarce, przyczyna prawie nigdy nie leży w serwerze — leży w treści, strukturze i tym, czy w ogóle ktoś szuka tego, co oferujesz. Rozpisaliśmy to w tekście o pozycjonowaniu lokalnym dla małej firmy.
Osobna sprawa to sąsiedztwo na wspólnym adresie IP. Przy tanim hostingu współdzielonym dzielisz adres z setkami innych stron i teoretycznie możesz trafić w złe towarzystwo. W praktyce wyszukiwarki radzą sobie z tym dobrze i to rzadko bywa realnym problemem — warto o tym wiedzieć głównie po to, żeby nie dać się przestraszyć argumentem sprzedażowym.
Ostatnia uwaga do samego porównywania ofert: zestawiaj pakiety w tej samej perspektywie czasowej. Cena za pierwszy rok promocyjny i cena odnowienia to dwie różne liczby, a decyzję podejmujesz na kilka lat, nie na dwanaście miesięcy.
Trzy sygnały, przy których przeprowadzka zwykle się opłaca:
Przeprowadzka nowoczesnej strony to zwykle kwestia godzin, nie dni. Największym ryzykiem jest nie sama migracja, tylko zapomniane przekierowania i domena zarejestrowana u kogoś innego — obie rzeczy są zresztą na checkliście przed uruchomieniem strony.
Przy okazji: umowa na trzy lata z góry bywa tańsza w przeliczeniu na miesiąc, ale wiąże Cię z dostawcą, którego jakości obsługi jeszcze nie znasz. Pierwszy okres warto kupić krótszy.
To fragment, który oszczędza najwięcej pieniędzy, bo hosting bywa obwiniany za cudze winy.
Nie naprawi zdjęć ważących po kilka megabajtów, dwudziestu wtyczek, z których połowa nie jest używana, ani szablonu ładującego trzy zestawy czcionek. Na szybszym serwerze wszystko to będzie działać nieco szybciej i nadal źle.
Kolejność jest więc taka: najpierw uporządkuj to, co masz — punkty zebraliśmy w tekście o tym, jak przyspieszyć stronę na WordPressie — a dopiero potem sprawdź, czy problemem faktycznie jest serwer. W odwrotnej kolejności płacisz więcej i zwykle bez efektu.
Dla większości firmowych stron hosting współdzielony w przyzwoitej cenie wystarcza i nie ma powodu dopłacać. Jeżeli nikt w firmie nie zajmuje się aktualizacjami, dopłata do wersji zarządzanej zwraca się przy pierwszym problemie, którego nie było. VPS bierz wtedy, gdy masz kogoś, kto go poprowadzi — albo nie bierz wcale.
Jeżeli nie masz pewności, czy obecny pakiet odpowiada temu, co strona faktycznie robi, napisz do nas — sprawdzenie zajmuje kwadrans i zwykle kończy się jedną z dwóch odpowiedzi: zostań tam, gdzie jesteś, albo problem nie leży w hostingu.
I pytanie na koniec, warte zadania samemu sobie przed przedłużeniem umowy na kolejny rok: gdyby Twoja strona przestała działać w sobotę o dziewiętnastej, wiesz dokładnie, do kogo napiszesz i jak szybko dostaniesz odpowiedź? Jeżeli odpowiedź brzmi „chyba jest gdzieś formularz”, to jest właśnie ten parametr, którego nie było w tabeli porównawczej przy zakupie.