Gdyby jutro okazało się, że osoba, która zrobiła Wam stronę, przestaje odpowiadać — ile z tego, co składa się na Waszą obecność w internecie, faktycznie jest w Waszych rękach?
Pytanie brzmi teoretycznie do momentu, w którym przestaje. Strona internetowa to nie jeden plik, tylko kilkanaście osobnych rzeczy: domena, serwer, panel, pliki źródłowe, konta w narzędziach Google, skrzynki pocztowe, prawa autorskie. Każda z nich bywa zarejestrowana na kogo innego i każda odzyskuje się inaczej.
Poniżej lista tego, co trzeba mieć, w kolejności od najtrudniejszego do odzyskania.
Zanim przejdziesz przez tę listę, warto rozstrzygnąć, czy zmiana rozwiąże problem, który masz. Bo część powodów do rozstania znika po jednej szczerej rozmowie, a część nie znika nigdy.
Sygnały, przy których zmiana zwykle jest uzasadniona:
I sytuacje, w których zmiana wykonawcy niczego nie naprawi: gdy problemem jest brak decyzji po Waszej stronie, brak treści, które ktoś ma napisać, albo budżet niewspółmierny do oczekiwań. Nowy wykonawca odziedziczy wtedy dokładnie te same warunki i po pół roku rozmowa będzie wyglądać identycznie.
Domena jest najważniejsza, bo bez niej reszta traci sens — możesz mieć wszystkie pliki świata i nie mieć adresu, pod którym ludzie Was znajdują.
Sprawdź jedną rzecz: kto figuruje jako abonent. Nie kto płaci fakturę, tylko na kogo domena jest zarejestrowana. Zdarza się, i to częściej, niż powinno, że abonentem jest firma wykonawcy — czasem z wygody, czasem dlatego, że nikt o tym nie pomyślał przy zakładaniu.
Jeśli abonentem jesteście Wy, przeniesienie do innego rejestratora polega na uzyskaniu kodu authinfo i podaniu go nowemu operatorowi. To procedura na kilka dni.
Jeśli abonentem jest ktoś inny, potrzebna jest jego zgoda na cesję. Bez niej nie da się nic zrobić, a odzyskiwanie domeny przez spór jest długie i kosztowne. Dlatego to pierwsza rzecz do sprawdzenia — najlepiej dziś, a nie w dniu rozstania.
Tu sytuacja bywa dwojaka. Albo macie własne konto u dostawcy i wykonawca dostał do niego dostęp, albo Wasza strona stoi na koncie wykonawcy razem z kilkunastoma innymi.
Drugi wariant jest wygodny do momentu rozstania. Wtedy okazuje się, że nie macie panelu, nie macie dostępu do plików, a przeniesienie strony wymaga współpracy osoby, z którą właśnie się rozstajecie.
Docelowo hosting powinien być kupiony na Waszą firmę, opłacany z Waszego konta, a wykonawca powinien mieć do niego dostęp jako użytkownik — nie jako właściciel. Większość dostawców pozwala dodać osobne konto z ograniczonymi uprawnieniami.
Wydaje się oczywiste, a bywa pominięte: potrzebujecie własnego konta administratora w panelu strony, założonego na firmowy adres e-mail, do którego macie dostęp.
Sprawdźcie też, ile kont administratorów w ogóle istnieje i czy któreś z nich nie należy do osoby, która skończyła współpracę dwa lata temu. Przy okazji rozstania warto zrobić przegląd i usunąć to, co nieaktualne — razem ze zmianą haseł.
Kopia strony to dwie rzeczy: pliki oraz baza danych. Same pliki bez bazy to szablon bez treści; sama baza bez plików to treść bez wyglądu.
Poproście o kompletną kopię obu, jeszcze w trakcie współpracy — nie na koniec. To dobry test relacji: wykonawca, który przekazuje kopię bez dyskusji, prawdopodobnie nie zbuduje wokół niej dźwigni w przyszłości.
Jeśli powstawał indywidualny projekt graficzny, do tego dochodzą pliki źródłowe grafik i logo. O tym, co konkretnie powinno zostać przekazane po projekcie identyfikacji, pisaliśmy w tekście o tym, co powinna zawierać księga znaku.
Najczęstsze nieporozumienie w całej tej układance.
Zapłacenie za projekt nie przenosi automatycznie majątkowych praw autorskich. Polskie prawo autorskie wymaga w tym celu umowy w formie pisemnej pod rygorem nieważności — czyli podpisanego dokumentu. Ustalenia mailowe czy przez komunikator tego warunku nie spełniają.
Bez takiej umowy zostajecie z licencją na korzystanie z projektu, a nie z prawami do niego. W praktyce oznacza to, że przerobienie projektu przez kogoś innego może wymagać zgody pierwotnego autora.
Nie jest to porada prawna, tylko wskazanie, o co zapytać. Jeśli umowy nie było, warto ją podpisać teraz — przy dobrych relacjach to formalność, przy złych bywa niemożliwe.
To kategoria, która wypływa dopiero pół roku po rozstaniu, gdy ktoś chce sprawdzić statystyki albo poprawić godziny otwarcia.
Zasada jest wszędzie ta sama: konto zakłada się na firmowy adres e-mail, a wykonawcę dodaje jako użytkownika z odpowiednimi uprawnieniami. Jeżeli teraz jest odwrotnie, poproście o przekazanie własności — to kilka kliknięć, dopóki obie strony są w dobrych stosunkach.
Skrzynki w firmowej domenie często stoją u tego samego dostawcy co strona i przy nieprzemyślanej migracji potrafią przestać działać w środku dnia roboczego.
Przed przeniesieniem czegokolwiek ustalcie, gdzie obsługiwana jest poczta i czy przeprowadzka strony jej dotyczy. To najczęstsza przyczyna paniki podczas migracji — nie sama strona, tylko nagle milcząca skrzynka kontaktowa.
Najprościej rozstrzygnąć to raz i zapisać. Zasada jest jedna: właścicielem jest firma, wykonawca dostaje dostęp.
| Element | Właściciel | Rola wykonawcy | Co grozi przy złym ustawieniu |
|---|---|---|---|
| Domena | Twoja firma jako abonent | brak, ewentualnie dostęp techniczny | utrata adresu, spór trwający miesiącami |
| Hosting | konto na Twoją firmę | użytkownik z uprawnieniami | strona na cudzym koncie, migracja tylko za zgodą |
| Panel strony | konto administratora na firmowy e-mail | osobne konto administratora | brak możliwości edycji własnej strony |
| Pliki i baza | kopia u Ciebie | pracuje na kopii roboczej | odtwarzanie strony od zera |
| Prawa autorskie | Twoja firma, po podpisaniu umowy | twórca | brak prawa do przeróbek projektu |
| Konta Google | firmowy adres e-mail | użytkownik z dostępem | utrata danych historycznych |
Ta tabela jest jednocześnie listą pytań do zadania obecnemu wykonawcy. Jeżeli w którymś wierszu odpowiedź brzmi inaczej, niż w kolumnie „właściciel”, to jest miejsce, w którym warto coś poprawić — najlepiej zanim pojawi się powód do rozstania.
Sytuacja mniej beznadziejna, niż się wydaje, o ile domena jest Wasza.
Zacznijcie od zebrania tego, co macie: dostęp do rejestratora domeny, do hostingu, do panelu strony. Jeżeli macie domenę i hosting, stronę da się odtworzyć nawet bez współpracy poprzedniego wykonawcy — z kopii zapasowej u dostawcy albo, w gorszym wariancie, przez zbudowanie jej od nowa na bazie treści widocznych publicznie.
Jeżeli nie macie domeny, to jedyna rzecz, na której naprawdę trzeba się skupić. Reszta jest odtwarzalna; adres, pod którym klienci Was znają, nie.
Sama migracja typowej strony firmowej to kwestia kilku godzin. Problemy biorą się nie z przenoszenia plików, tylko z rzeczy dookoła.
Najczęstsze pułapki, w kolejności częstości:
Praktycznie: nowa strona powinna zostać uruchomiona i sprawdzona na serwerze docelowym, zanim przełączycie domenę. Wtedy przełączenie jest ostatnim krokiem, a nie początkiem szukania błędów. Pełną listę rzeczy do sprawdzenia po przeprowadzce zebraliśmy w checkliście przed uruchomieniem strony.
Nie każdą stronę warto przenosić i warto to powiedzieć wprost, zanim ktoś zapłaci za migrację.
Jeżeli strona stoi na nieaktualnej wersji systemu, ma kilkanaście wtyczek bez wsparcia i szablon kupiony osiem lat temu, przeniesienie jej oznacza przeniesienie wszystkich tych problemów na nowy serwer. Koszt migracji plus koszt późniejszego porządkowania bywa wtedy wyższy niż zbudowanie strony od podstaw — a efekt gorszy.
Punkt odniesienia jest prosty: jeżeli koszt naprawy zbliża się do połowy kosztu nowej strony, warto policzyć oba warianty. Widełki cenowe zebraliśmy w tekście o tym, ile kosztuje strona internetowa dla firmy.
Branża jest mała, a większość rozstań nie wynika z konfliktu, tylko z tego, że współpraca się wyczerpała.
Uprzedź o zakończeniu z wyprzedzeniem, poproś o przekazanie dostępów na piśmie, ustal datę, po której wykonawca nie odpowiada już za stronę. Zapłać zaległe faktury przed proszeniem o przekazanie — to brzmi banalnie, a jest najczęstszym powodem, dla którego przekazanie się przeciąga.
Od strony wykonawcy wygląda to tak samo: uporządkowane przekazanie jest w interesie obu stron, bo klient, który odchodzi w dobrych stosunkach, wraca albo poleca. Klient, któremu utrudniono wyjście, opowiada o tym każdemu.
Cztery decyzje, które kosztują zero i zamykają temat raz na zawsze:
Warto też ustalić, kto po przekazaniu odpowiada za aktualizacje. Strona bez opieki przez pół roku potrafi przestać działać sama z siebie, a wtedy trudno dojść, po czyjej stronie był obowiązek.
Jeżeli masz zapamiętać z tego tekstu pięć rzeczy, niech to będą te:
Jeśli któryś z tych punktów budzi wątpliwość i nie wiesz, jak to sprawdzić u siebie, napisz do nas — przejście przez tę listę zajmuje jedno spotkanie i nie wymaga zmiany wykonawcy.